Wracamy do sprawy kontrowersyjnej zamiany gruntów, o której pisaliśmy pod linkiem.
Nowe fakty, do których dotarliśmy, rzucają zupełnie inne światło na tę transakcję. Okazuje się, że wbrew powszechnym opiniom rozpowszechnianym w mediach społecznościowych, osoba prywatna zaangażowana w zamianę wcale nie jest właścicielką spornej działki w centrum. Działka ta stanowi WŁASNOŚĆ GMINY, obciążona jest jedynie prawem użytkowania wieczystego. Co więcej, nieruchomość ta może być „uwiązana” długiem z innej gminy, a miasto – zamiast rozważyć warianty bardziej opłacalne dla budżetu – planuje wymianę nieruchomości na grunt o znacznie większej powierzchni i zupełnie innym potencjale inwestycyjnym.
W poprzednim materiale informowaliśmy o planach zamiany ponad 2 hektarów gminnej ziemi pod bloki (rejon ul. Sikorskiego i Kościuszki) na trzy mniejsze działki. Wtedy pytaliśmy o logikę ekonomiczną. Dziś pytamy o fundamenty prawne, interes publiczny i zasadność gospodarowania mieniem komunalnym.
Użytkowanie wieczyste to nie własność!
Analiza ksiąg wieczystych rzuca zupełnie nowe światło na status działki nr 144/2 przy ul. Czarnieckiego 7. Gmina Nowogard nie musi „kupować” tego terenu, ponieważ… już jest jego właścicielem. Druga strona transakcji dysponuje jedynie prawem użytkowania wieczystego, które zostało wpisane w księgę wieczystą w 1989 roku.
To zasadnicza różnica. Użytkowanie wieczyste to rodzaj „kontraktu” z gminą: użytkownik otrzymuje grunt, ale ma obowiązek zagospodarować go zgodnie z umową i w określonym terminie. Tymczasem od blisko czterech dekad działka w samym sercu Nowogardu pozostaje niezagospodarowana. Czy Gmina Nowogard, dokonując tej zamiany, działa we własnym interesie? Jeśli grunty w użytkowaniu wieczystym nie są wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, gmina ma instrumenty prawne, by dążyć do rozwiązania takiej umowy lub odzyskania pełnego władztwa nad gruntem za ułamek ceny rynkowej.
Dwa standardy „celu publicznego”
Mieszkańcy Nowogardu doskonale wiedzą, czym jest wywłaszczenie na cel publiczny. Gdy miasto potrzebuje kawałka ogrodu pod nową drogę czy chodnik, procedury bywają nieubłagane. Tłumaczenie jest zawsze takie samo: „Cel publiczny jest nadrzędny wobec interesu prywatnego”. Prywatnym właścicielom przejmuje się części nieruchomości, oferując w zamian odszkodowania, które mieszkańcy często określają mianem „ochłapów”. W takich przypadkach nikt nie proponuje zamiany na atrakcyjne działki deweloperskie.
Dlaczego więc w tym przypadku podejście urzędu wydaje się zmieniać o 180 stopni? Dlaczego gmina nie dąży do odzyskania pełni praw do swojej nieruchomości, na której od 37 lat niewiele się dzieje, a która nagle stała się niezbędna dla celu publicznego, jakim jest parking? Dlaczego zwykły mieszkaniec bywa wywłaszczany w trybie administracyjnym, a użytkownik wieczysty, którego działka w centrum od dekad nie doczekała się inwestycji, ma otrzymać w zamian ponad 2 hektary ziemi pod bloki?
„Dług z nad morza” na działce pod parking.
To zdumiewający wątek sprawy. W jednym z działów księgi wieczystej działki przy ul. Czarnieckiego widnieje hipoteka łączna na kwotę 60 000 zł na rzecz Skarbu Państwa. Z wpisu wynika, że zobowiązanie może być powiązane z prywatną nieruchomością nad morzem. Czy gmina zamierza przejąć grunt obciążony długiem? Kto pokryje te 60 tysięcy, jeśli okaże się, że zobowiązanie jest nadal wymagalne? Czy spadnie to na barki mieszkańców?
Matematyka nie kłamie: Gmina może tracić miliony
Spójrzmy na liczby, które budzą wątpliwości co do gospodarności tej transakcji:
- Wariant A: Gdyby gmina dążyła do rozwiązania umowy użytkowania wieczystego lub wywłaszczenia tego prawa na cel publiczny, odszkodowanie mogłoby być znacznie niższe niż wartość rynkowa pełnej własności.
- Wariant B: Działka w okolicy ul. Sikorskiego i Kościuszki (ponad 2 ha pod bloki) ma ogromny potencjał. Jej sprzedaż w otwartym przetargu mogłaby zasilić budżet kwotą liczoną w milionach złotych i wystarczyć na 60 takich odszkodowań.
To kwoty ogromne, szczególnie w przełożeniu na obecną sytuację finansową gminy, w której planuje się zaciąganie pożyczek czy emisję obligacji na inwestycje. Warto podkreślić skalę tego absurdu: na odzyskiwanej działce o powierzchni ok. 520 m² powstanie zaledwie około 12 miejsc parkingowych. Na terenie przy Sikorskiego mogłoby powstać tyle samo, o ile nie więcej, bloków wielorodzinnych.
Gmina Nowogard oddaje teren pod budowę kilkunastu bloków w zamian za parking dla samochodów na swoim własnym terenie. Bilans tej zamiany wydaje się prosty: na każdy jeden blok, który mógłby zasilić budżet miasta podatkami, przypada zaledwie jedno miejsce parkingowe na nieutwardzonym terenie przy Placu Wolności. Pytamy zatem: w czyim interesie leży ta zamiana i w czyim interesie występuje burmistrz?
Pytania, które domagają się odpowiedzi
Złożyliśmy do Urzędu Miejskiego oficjalny wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Chcemy sprawdzić kopię umowy użytkowania wieczystego i dowiedzieć się, dlaczego przez 37 lat gmina nie egzekwowała zapisów o zagospodarowaniu terenu przy Placu Wolności. Dlaczego teraz, zamiast rozważyć drogę administracyjną zmierzającą do odzyskania gruntu, proponuje się zamianę na ponad 20 tysięcy metrów kwadratowych ziemi pod budownictwo wielorodzinne?
Czy to jeszcze racjonalne zarządzanie majątkiem, czy już wyprzedaż rodowych sreber za ułamek ich realnej wartości dla wspólnoty?
Na dzień dzisiejszy tj. 25.03.2026r. w księgach wieczystych działek przygotowywanych do transakcji nie ma wzmianek o jakichkolwiek podjętych czynnościach notarialnych, więc piłka w grze…
Do sprawy będziemy wracać po otrzymaniu odpowiedzi z Urzędu Miejskiego.












