W świecie administracji prawo bywa jak pajęczyna: bąk się przebije, a na muchę śmierć. Ostatnie wydarzenia wokół referendum w Nowogardzie, skandaliczna decyzja ZRID oraz „magiczne” daty wiceburmistrza pokazują czarno na białym: błąd błędowi nierówny. Wszystko zależy od tego, czy masz pieczątkę, czy tylko dowód osobisty w ręku.
Referendum pod lupą, czyli zero tolerancji dla obywatela
Gdy zwykły mieszkaniec chce skorzystać ze swoich konstytucyjnych praw i składa wniosek o referendum, machina urzędnicza Komisarza Wyborczego pracuje z bezwzględną precyzją. Jedna literówka, nieścisłość w adresie, pomimo, że ten wynikał z faktycznej zmiany miejsca zamieszkania, czy błędna jedna cyfra w numerze PESEL – i wniosek ląduje w koszu. Tu nie ma miejsca na „oczywistą omyłkę pisarską”. Tu jest twardy paragraf i zero litości.
Kiedy jednak 2 kwietnia na stronie Komisarza pojawia się komunikat o „skutecznym złożeniu wniosku” przez inicjatorów dzień wcześniej, który po kilku minutach znika, a urząd tłumaczy to pełnomocnikowi inicjatywy prawdopodobnie błędem – nagle mamy uwierzyć, że nic się nie stało. Urzędnik może się pomylić, wprowadzić opinię publiczną w błąd i po prostu „usunąć wpis”. Obywatel za podobny błąd płaci odrzuceniem całej inicjatywy.
Kolejny przykład- kopiuj-wklej jako podstawa wywłaszczeń
Dopełnieniem tego obrazu nędzy i rozpaczy jest sprawa decyzji ZRID w gminie Nowogard. To tutaj dochodzimy do szczytu urzędniczej patologii. Pełnomocnik gminy złożył dokumentację, której nagłówki wprost wskazywały na inwestycję w Natolewicach (gmina Płoty)! Co gorsza, dokumenty te zawierały identyczne błędy (nawet te same brakujące przecinki), co dokumentacja złożona wcześniej w Starostwie w Gryficach.
Możemy więc mieć tu do czynienia z bezmyślnym „klonowaniem” dokumentów z jednej inwestycji do drugiej. I co na to organy państwa?
Starostwo Powiatowe w Goleniowie przyjęło dokumenty bez mrugnięcia okiem.
Wojewoda zatwierdził decyzję, nie widząc problemu w tym, że nagłówki (a może i cała część tej dokumentacji?) dotyczą innej gminy i innej inwestycji.
Na żadnym etapie nikt nie wezwał inwestora (Gminy Nowogard) do poprawy tej „pseudo-omyłki”. Nikt nie nakazał weryfikacji danych niezgodnych ze stanem rzeczywistym. Procedura nie została zatrzymana. Na podstawie takiego „kopiuj-wklej” ludzie są dziś wywłaszczani z prywatnych gruntów. Wtedy błąd nie był przeszkodą, bo był najprawdopodobniej „nieistotny”.
Następnie mamy wiceburmistrza „Jasnowidza”
Jakby tego było mało, wiceburmistrz Bogumił Gała w sprawie konkursu na dyrektora szpitala udowodnił, że potrafi zagiąć czasoprzestrzeń jak nikt inny. Ogłoszenie o naborze na stanowisko dyrektora szpitala w Nowogardzie ukazało się 11 marca, kandydatury „zbierano” do 23 marca, a Pan wiceburmistrz już 4 marca podpisał oświadczenie o wyłonieniu trójki kandydatów do drugiej tury.
Jak to możliwe, że kandydaci zostali wybrani, zanim w ogóle ogłoszono nabór? Jeśli to „tylko błąd w dacie”, to dlaczego wiceburmistrzowi wolno podpisywać dokumenty z „przyszłości” (lub przeszłości), a inicjatywie referendalnej nie wolno pomylić się o jedną cyfrę?
Czy mamy do czynienia z rażącym dualizmem?
Dla Władzy wyrozumiałość, prawo do błędów, akceptacja dokumentów z błędną nazwą gminy i „magiczne” daty. Tu błąd jest traktowany jako ludzka rzecz, która nie przerywa procedury.
Dla Obywatela jest bezwzględny rygor, szukanie haków na każdym przecinku i blokowanie inicjatyw z powodu najmniejszej „usterki technicznej”.
Jeśli urzędnik może pomylić datę o miesiąc, nazwę gminy o kilkadziesiąt kilometrów, a Komisarz Wyborczy może publikować i usuwać kluczowe decyzje jak posty na Facebooku, to znaczy, że żyjemy w „państwie z dykty”? Czy my żyjemy w systemie, gdzie procedura jest tylko batem na niepokornych mieszkańców i elastycznym instrumentem w rękach władzy?
















