Miał być surfing, sztuczna fala za miliony euro, pływające domki i nowa jakość, która przyciągnie do Nowogardu turystów z całej Europy. Dziś, zamiast otwierać szampana na nowej promenadzie, mieszkańcy słuchają wzajemnych oskarżeń, a Regionalna Izba Obrachunkowa (RIO) kładzie na stół dokumenty, które brutalnie weryfikują „kreatywne” podejście władz miasta do zarządzania wspólnym mieniem.
Wszystko zaczęło się od wizji, która zapierała dech. Nowogard – małe miasto z dużym, ale nieco uśpionym potencjałem turystycznym miał stać się „stolicą surfingu słodkowodnego”. Kiedy poznaliśmy zespół inicjatorów z Krzysztofem Koniorem na czele, wielu z nas pomyślało: „To faktycznie może się udać”. Zobaczyliśmy ludzi z Nowogardu, którzy nie tylko mają pasję, ale i przysłowiowy „łeb na karku”.
Harmonogram inwestycji (zgodnie z ofertą) był imponujący: domki całoroczne, kamperownia, strefa kibica, kino letnie i inne atrakcje. W relacjach Burmistrza Michała Wiatra i części radnych projekt malował się jako pewny sukces i skok cywilizacyjny.
Zapał ostudziły jednak kwestie formalne. Burmistrz zdecydował, że najbezpieczniejszą (lub najszybszą) drogą będzie dzierżawa plaży na 30 lat w trybie bezprzetargowym. Mimo głosów sceptyków, którzy pytali o transparentność i zgodność z prawem oddawania mienia publicznego w ten sposób, narracja urzędu była jedna: „Wszystko jest legalne”.
Kiedy machina zaczęła zgrzytać, Burmistrz znalazł winnego. Padły oskarżenia pod adresem Pani Dominiki Tracz, bo to rzekomo jej zgłoszenia do prokuratury miały blokować podpisanie umowy i tym samym zablokować rozwój Nowogardu. Zarzucano jej, że działa na szkodę gminy, nie mając żadnych podstaw.
Podczas gdy Burmistrz publicznie grzmiał o „nasłanych kontrolach”, które rzekomo mają na celu jedynie złośliwe blokowanie, Regionalna Izba Obrachunkowa (RIO) po prostu robiła swoje. Sprawdzała zgodność działań urzędu z literą prawa. To, co włodarz próbował przedstawić jako prywatną wojnę jednej z mieszkanek z miastem, okazało się fundamentalnym błędem w sztuce urzędniczej.
Z opinii Izby wynika, że gmina nie może w taki sposób dysponować środkami publicznymi.
Izba jednoznacznie orzekła, że tryb dzierżawy, który próbował przeforsować Burmistrz, był nieuzasadniony. Zamiast transparentnego wyboru partnera, gmina próbowała ominąć przepisy, które chronią interes publiczny. Kontrolerzy obnażyli, że gminie wcale nie chodziło o zwykły wynajem plaży, ale o inwestycję budowlaną, którą próbowano „przemycić” bez stosowania rygorystycznego Prawa zamówień publicznych.
Najmocniejszym akcentem dokumentu jest podsumowanie, w którym RIO wyraża przekonanie, że jej interwencja przyczyni się do „prawidłowego gospodarowania środkami publicznymi”. To dyplomatyczny, ale niezwykle surowy komunikat: dotychczasowe działania Burmistrza w tej sprawie z prawidłowym gospodarowaniem nie miały nic wspólnego.
Zamiast więc szukać winnych wśród „złośliwych mieszkanek”, czas uderzyć się w pierś. To nie donosy kogokolwiek zablokowały surfingowy sen Nowogardu. Zrobiły to błędy urzędników, które Izba musiała zatrzymać, by chronić publiczny majątek przed partyzantką prawną. Na koniec należy podkreślić, że protokół RIO to nie wyrok na inwestycję, ale jasna instrukcja, jak przeprowadzić ją uczciwie. Jezioro to nasze wspólne dobro, a ożywienie plaży jest potrzebne, dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by wrócić do rozmów z inwestorami. Oczywiście o ile magistrat tym razem wybierze rzetelną ścieżkę Partnerstwa Publiczno-Prywatnego (PPP) zamiast prawnych skrótów.















