Czy zewnętrzna agencja PR, opłacana z pieniędzy mieszkańców Nowogardu, dba o promocję gminy, czy po prostu buduje prywatny wizerunek burmistrza Michała Wiatra i prowadzi jego prywatne media społecznościowe? To zasadnicze pytanie ciśnie się na usta po lekturze profesjonalnej „prasówki”, która trafiła właśnie do zachodniopomorskich redakcji.
Gotowa informacja prasowa, która została rozesłana przez zewnętrzną firmę nosi chwytliwy tytuł: „Ponad 52 miliony na ścieki…”. Sam temat dotyczy inwestycji w sieć wodno-kanalizacyjną w Konarzewie oraz rozbudowy oczyszczalni w Nowogardzie. Pod tekstem wysłanym do mediów podpisała się Sylwia Rogala, Account Executive z agencji PRCN. Jest to stricte wizerunkowa firma marketingowa z Warszawy, która na co dzień zajmuje się kreowaniem wizerunku i strategiami medialnymi, a swoje biuro ma w luksusowym wieżowcu Central Tower w samych Alejach Jerozolimskich.
Postanowiliśmy to sprawdzić u samego źródła. Wykonaliśmy telefon do warszawskiej agencji i nasze ustalenia w pełni się potwierdziły. W rozmowie telefonicznej przedstawicielka firmy PRCN wprost przyznała, że agencja współpracuje z gminą i burmistrzem Nowogardu. Potwierdziła również, że rozsyłane do zachodniopomorskich mediów informacje wyszły oficjalnie z ich biura, a sam tekst prasówki został w stu procentach autoryzowany przez burmistrza Michała Wiatra.
I tu dochodzimy do sedna. Z analizy nadesłanej prasówki jasno wynika, że celem tej operacji wcale nie jest promowanie gminy Nowogard i jej sukcesów. To ordynarne, opłacane z publicznej kasy promowanie osoby samego burmistrza. W tekście o rurach i ściekach nazwisko Michała Wiatra odmieniane jest przez wszystkie przypadki, a on sam cytowany jest aż czterokrotnie – rozprawia o „historii”, „odpowiedzialności” i „przyszłych pokoleniach”. Pieniądze na inwestycje są unijne i gminne, ale sukces – w świetle komunikatów z Warszawy – ma twarz tylko jednego człowieka.
Ile ten wizerunkowy parasol kosztuje mieszkańców i dlaczego publiczne pieniądze płyną do stolicy?
Odpowiedź podpowiadać może dzisiejszy kalendarz. Dokładnie w tym samym czasie, gdy warszawska agencja PR rozsyłała po redakcjach maile o rurach i ściekach, na profilu Michała Wiatra pojawił się wyjątkowo pochlebny, typowo marketingowy wpis o wizycie przedszkolaków w magistracie.
Słodkie zdjęcia dzieci to jedno. Jednak długie, idealnie wygładzone akapity o „podstawie programowej przedszkoli” i „budowaniu świadomości obywatelskiej” nie wyszły raczej spod pióra „mieszkańca” pod wpływem chwili. To wygląda bardziej jak czysta poezja marketingu wizerunkowego i korporacyjny gotowiec z agencji PR.
Czy mieszkańcy Nowogardu płacą Warszawie za to, żeby robiła z burmistrza „ciepłego urzędnika” i pisała za niego posty na Facebooku, podczas gdy gmina tonie w problemach?
Może to przypadek? A może profesjonalnie zaplanowana akcja. Pytanie tylko, skąd w dobie tak ogromnego deficytu w budżecie wzięto na to środki i czy gmina faktycznie odważyła się tak głęboko sięgnąć do kieszeni podatników?
Odpowiedź może przynieść analiza najnowszego zarządzenia nr 93/2026 burmistrza Nowogardu w sprawie zmian w budżecie. Wygląda na to, że potrzeby wizerunkowe nagle drastycznie wzrosły, bo w dziale „Promocja” dokonano ostatnio iście chirurgicznych cięć:
- Burmistrz odebrał 50 000 zł z zakupu materiałów i wyposażenia dla urzędu.
- Zabrano też 21 000 zł z wynagrodzeń bezosobowych, czyli z drobnych umów na lokalne zadania.
Gdzie przeniesiono te oszczędności? Wszystko, co do złotówki, trafiło na Zakup usług pozostałych, z którego opłaca się min zewnętrzne firmy. Burmistrz jednym podpisem dorzucił tam ekstra 125 000,00 zł! W efekcie cała pula na outsourcing promocyjny wzrosła do kwoty 375 000,00 zł. Czy to wystarczy do końca roku? Tego jeszcze nie wiemy.
Wiemy natomiast, że odpowiedź na to pytanie może przynieść wniosek o dostęp do informacji publicznej, który złożyliśmy już 15 maja. Naszą intuicję zaniepokoiły nagłe ruchy w dokumentach i zaciekawiło nas, w jaki sposób do tej pory wydatkowano pieniądze z tego promocyjnego paragrafu. Dlatego w ubiegły piątek oficjalnie zażądaliśmy od urzędu pełnej transparentności: umów, wszystkich faktur oraz szczegółowych raportów pokazujących, jak wydatkowane były środki właśnie z tego konkretnego punktu. Chcielibyśmy wiedzieć i pokazać Wam, co takiego wydarzyło się w Nowogardzie, że ćwierć miliona złotych zaplanowane na cały rok przestało wystarczać już w maju? Co spowodowało, że wizerunkowe potrzeby urzędu urosły w tak krótkim czasie do tego stopnia, że burmistrz musiał szukać dodatkowych 125 tysięcy?
Przekonamy się, o ile rzecz jasna gmina w ogóle odważy się udzielić nam odpowiedzi i nie postanowi zasłonić się milczeniem. Na jawne i profesjonalne podejście trudno jednak liczyć, skoro w całej tej operacji już na starcie doszło do kuriozalnej sytuacji, bo stołeczni eksperci od wizerunku rozesłali informację o nowogardzkich ściekach chyba po całym województwie, a może i poza jego granice. Pech polega na tym, że na naszą nowogardzką skrzynkę do tej pory nie przyszło kompletnie nic. Za taką spektakularną akcję, w której pomija się lokalne media na miejscu, w Warszawie premii raczej byśmy się nie spodziewali.
Jednak pomimo pominięcia w tej oficjalnej korespondencji, nie rezygnujemy… Mieszkańcy Nowogardu mają pełne prawo wiedzieć, dlaczego w dobie kryzysu, 20-milionowego deficytu, potężnych długów szpitala i wizji zadłużenia się gminy na lata, burmistrz płaci za promocję podwójnie.
Najpierw etatowym pracownikom na miejscu za wykonywanie ich codziennych obowiązków tj. tworzenie treści, robienie zdjęć na Facebooka, prowadzenie strony gminy, kręcenie filmów dronem czy przygotowywanie materiałów do samorządowych wiadomości. A potem zewnętrznym specjalistom z Warszawy.
I tutaj trzeba postawić zasadnicze pytanie: czy zadaniem samorządu nie powinno być przede wszystkim promowanie gminy Nowogard – jej potencjału, terenów inwestycyjnych i sukcesów mieszkańców? Czy publiczne pieniądze nie są tu przypadkiem wykorzystywane do budowania prywatnego wizerunku jednego człowieka? Przecież w tych ekskluzywnych wieżowcach w stolicy nikt nie pracuje za skromną, urzędową pensję. Tam płaci się gigantyczne, komercyjne stawki, a te faktury za przepisywanie komunikatów w gładkie, marketingowe słówka i robienie z burmistrza „ciepłego urzędnika” są pokrywane prosto z kieszeni podatników z Nowogardu. Pojawia się więc pytanie: dlaczego w momencie, gdy lokalny budżet trzeszczy w szwach, publiczne pieniądze strumieniem płyną do Warszawy na promocję?
Czy nadrzędną zasadą tej kadencji staje się najwyraźniej hasło: „nieważne, jak jest naprawdę, ważne, żeby w mediach dobrze wyglądało”?
















