Nowogard

Burmistrz mówi o wspieraniu, urząd utrudnia dojazd. Znak zamiast rozmowy i nowogardzki przedsiębiorca, który nie kryje złości

O wspieraniu lokalnych przedsiębiorców burmistrz Michał Wiatr mówił niejednokrotnie.

REKLAMA

O wspieraniu lokalnych przedsiębiorców burmistrz Michał Wiatr mówił niejednokrotnie. Gorzej, gdy przedsiębiorca zamiast wsparcia dostaje zakaz wjazdu, objazd przez osiedle i problemy z dostawami. Z taką sytuacją mierzy się Grzegorz Kowalczyk, właściciel firmy DORADO w Nowogardzie. Nie kryje złości i rozgoryczenia. Jak relacjonuje, najpierw bez uprzedzenia zmieniono mu dojazd do firmy, a później próby rozwiązania problemu w urzędzie nie przyniosły rezultatu.

Sprawa dotyczy około 40-metrowego łącznika ul. Grota Roweckiego i Armii Krajowej. Od strony Armii Krajowej pojawił się zakaz wjazdu, a przejazd tym odcinkiem stał się jednokierunkowy. Według przedsiębiorcy zmiana obowiązuje od 13 października. Nie było wcześniejszej informacji, spotkania ani konsultacji z nim i właścicielami sąsiednich nieruchomości. Któregoś dnia po prostu stanął znak.

Efekt? Klienci i dostawcy muszą docierać do firmy dłuższą trasą, przez osiedlowe uliczki. Jak wyjaśnia pan Grzegorz, dojazd od drugiej strony oznacza również trudniejszy skręt w jego bramę. Zwężenie przejazdu i kąt wjazdu sprawiają, że większe samochody muszą manewrować na kilka razy, a niektóre mimo prób nie są w stanie wjechać na teren firmy.

Przedsiębiorca zakupił teren i przeniósł  tu działalność około 15 lat temu. Przez ten czas zdobywał klientów i pracował na swoją markę. Teraz obawia się, że utrudniony dojazd zacznie odbierać mu zamówienia. Klient, który musi krążyć po osiedlu i szukać wjazdu, może następnym razem wybrać konkurencję. Podobnie dostawca, dla którego dotarcie pod wskazany adres i wjazd na posesję stają się problemem.

Protestuje nie tylko on. Jak relacjonuje, niezadowoleni są również sąsiedzi, którzy do domu znajdującego się zaledwie kilka metrów od Armii Krajowej muszą teraz dojeżdżać przez osiedle, pokonując dodatkowo kilkaset metrów. Pismo złożone w urzędzie podpisał więc nie tylko właściciel firmy, ale także okoliczni mieszkańcy.

Czy tak ma wyglądać przyjazna mieszkańcom i przedsiębiorcom gmina pod rządami Michała Wiatra? Urząd stawia znak, a ludzie mają sami poradzić sobie z konsekwencjami?

Pan Grzegorz próbował interweniować. Rozmawiał między innymi z kierownikiem wydziału Filipem Sobczakiem. Sposób, w jaki został potraktowany, opisuje jako bardzo niemiły i arogancki. Rozmowa z jednym z zastępców burmistrza również — jak mówi — nie przyniosła rozwiązania.

Człowiek przychodzi do urzędu z konkretnym problemem dotyczącym jego pracy i źródła utrzymania rodziny, ale także pracowników i ma prawo oczekiwać poważnej rozmowy, rzeczowego wyjaśnienia i szukania rozwiązania. Jeżeli wychodzi z poczuciem zlekceważenia, burmistrz powinien zainteresować się tym, jak podlegli mu urzędnicy traktują mieszkańców.

REKLAMA

Dodatkowe wątpliwości budzą przedstawiane przedsiębiorcy wyjaśnienia. Według jego relacji początkowo zmianę tłumaczono wnioskiem jednego z mieszkańców osiedla. Następnie szybko wycofano się z tej wersji, wskazując na inicjatywę gminy i względy bezpieczeństwa.

Panu Grzegorzowi nie jest znane ani jedno zdarzenie drogowe spowodowane wjazdem z Armii Krajowej w ten łącznik. Nie rozumie więc, jakie zagrożenie miało uzasadniać zamknięcie właśnie tego kierunku. Brak przekonującego wyjaśnienia i bezskuteczne rozmowy w urzędzie sprawiają, że coraz trudniej mu uwierzyć, iż przy podejmowaniu tej decyzji uwzględniono sytuację jego firmy, czy sytuację mieszkańców sąsiednich nieruchomości. Odbiera tę decyzję bardziej personalnie.

Trudno się dziwić temu rozgoryczeniu, skoro na konkretne problemy z dojazdem odpowiedzią ma być ogólne hasło „bezpieczeństwo”. Nie może ono zastępować rzeczowego uzasadnienia ani kończyć dyskusji. Jakie zagrożenie rozpoznano? Jak je oceniono? Czy sprawdzono, jakie skutki zmiana przyniesie mieszkańcom i działającej tu firmie?

Jeżeli urząd powołuje się na argument o bezpieczeństwie, powinien pokazać konkretne uzasadnienie. Jakie zagrożenie rozpoznano? Jak je oceniono? Czy sprawdzono, jakie skutki zmiana przyniesie mieszkańcom i działającej tu firmie?

Kto zaproponował takie rozwiązanie? Kto je zatwierdził i na podstawie jakich dokumentów? Czy przeanalizowano możliwość wjazdu samochodów dostawczych na posesje? Czy przeanalizowano wjazd służ ratunkowych? Dlaczego, według relacji przedsiębiorcy, zabrakło wcześniejszej informacji i rozmowy z ludźmi, których ta decyzja bezpośrednio dotyczy?

Burmistrz niejednokrotnie deklarował wspieranie lokalnych przedsiębiorców. Pan Grzegorz ma prawo zapytać, gdzie jest to wsparcie w jego sprawie. Na razie widzi utrudniony dojazd, problemy z dostawami i ryzyko utraty klientów.

Czy pomoc i przychylność urzędu mają być wybiórcze? Jedni otrzymują wsparcie, a inni muszą zbierać podpisy i szukać pomocy w mediach, żeby ich problem został potraktowany poważnie?

Jakość rządzenia poznaje się również po takich sprawach. Po tym, czy urząd przewiduje skutki swoich decyzji, słucha mieszkańców i potrafi zareagować, kiedy zgłaszają problem.

Postawienie znaku zajmuje chwilę. Z jego konsekwencjami ludzie zostają każdego dnia. Burmistrzu, deklaracje o wspieraniu przedsiębiorców nie ułatwią nikomu wjazdu do firmy. Potrzebna jest reakcja.

Uważasz, że to ważne? Udostępnij

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Więcej z tej kategorii