Dzisiaj jest: 23.10.2018, imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna

Weronika Gargulińska z ZSO w roli recenzenta

Dodano: 3 miesiące temu Czytane: 1279

.

Weronika Gargulińska z ZSO w roli recenzenta

Na obrzeżach małego, amerykańskiego miasteczka zostaje brutalnie zamordowana Angela Hayes. Po siedmiu miesiącach policja dalej stoi w martwym punkcie. Matka dziewczyny – Mildred – chcąc wyrazić swój żal w stosunku do bezczynności policji, wynajmuje trzy billboardy stojące przy drodze, na obrzeżach miasta. W Wielką Niedzielę, na czerwonym tle, wielkimi literami zostaje wypisany cały jej gniew, mający skłonić do działania biuro szeryfa Willoughby’ego. Tym śmiałym posunięciem kobieta rzuca rękawicę w stronę władzy.

Martin McDonagh pod warstwą groteskowych tekstów, czasem niesmacznych żartów ukrył historię o walce, zawziętości, ale też bólu, bezsilności i słabości. Reżyser pokazuje nam z pozoru pospolitą, amerykańską prowincję, którą pewnego dnia dotknęła tragedia, jednak po chwili wróciła do swoich spraw, tylko matka - wciąż prowadzona nadzieją – nie ustawała w działaniach, by dociec prawdy. Sklepy i bary dalej były otwarte, dzieci dalej chodziły do szkoły, dorośli do pracy. Dopiero trzy ogromne tablice z krzyczącymi hasłami stały się oliwą, która dolana do ognia rozpętała ogromną burzę, pełną jeszcze większego gniewu, jeszcze większej frustracji i jeszcze większej bezsilności. Doprowadziła do kolejnych incydentów, kolejnego rozlewu krwi.

Być może to zwrot do oglądającego, mający na celu refleksję nad życiem, nad jego delikatnością, przemijalnością. Być może to obraz współczesnego świata, przedstawiony w bardzo dosłowny, krzywdzący sposób, niekiedy trudny do zrozumienia i zaakceptowania. Być może to podróż, w jaką zabiera nas reżyser, chcąc pokazać wizję, z której każdy może wyciągnąć własny wniosek.

Jako odbiorca jestem wrzucona w wir wydarzeń, niekiedy uzasadnionych, niekiedy kompletnie niespodziewanych. Poznaję namiastkę życia bohaterów. Moim zadaniem jest, być może, obranie czyjejś strony, być może pozostanie bezstronnym. Ostatecznie nikt nie kończy jako przegrany – każdy odniósł swoje małe zwycięstwo.

Słowa z pewnej zakładki w książce o polo się nie mylą:  „Gniew krzewi gniew”. Co prawda nie dostajemy gotowej recepty, jak z nim walczyć, ale dostajemy pustą kartkę, którą musimy zapełnić my sami, tak jakbyśmy tego chcieli, na własną odpowiedzialność.
 
Weronika Gargulińska

 
Źródło: NDK, foto: FB Weronika Gargulińska
Polecane